Oleandrowy miecz | Tasha Suri

Powrót do przeszłości.



Malini postanowiła sięgnąć po władzę, a jej przeciwnikiem staje się Ćandra. Armia jest gotowa na liczne poświęcenia, lecz bitwy okażą się prawdziwym testem jej siły oraz wiary. Prija pozostała w Ahiranji, gdzie stara się powstrzymać butwienie i uleczyć zarażone tereny. Bhumika także próbuje podnieść kraj po bolesnych lekcjach ze strony Cesarstwa. Gdy jednak Malini potrzebuje wsparcia, Prija będzie zmuszona do dokonania niełatwego wyboru...

Tasha Suri należy do moich ulubionych autorek za sprawą Cesarstwa piasku, Krainy popiołu i Jaśminowego tronu. Nadszedł czas, aby zapoznać się z dalszymi przygodami Malini, Priji oraz Bhumiki. Oleandrowy miecz obiecywał niezliczoną ilość intryg, tajemnic i zaskakujących zwrotów akcji. Liczyłam na fenomenalną przygodę w towarzystwie ulubionych bohaterów. Czy warto dołączyć do walki o Paridźatdwipę?

Tasha Suri posługuje się barwnym, nieco lirycznym językiem. Szybko okazało się, iż drugi tom jest nieco spokojniejszy. W pewnym momencie było to uciążliwe, gdyż przewidywalne i powtarzalne elementy potrafiły znużyć. Liczyłam na przełom w postaci zwrotów akcji, których było bardzo niewiele - właściwie jedynie zakończenie zaprezentowało kilka niespodzianek fabularnych. Szkoda, gdyż poprzedni tom był fenomenalnie skonstruowany.

Oleandrowy miecz to historia przepełniona tuzinkowymi i nietrafionymi pomysłami. Tasha Suri podzieliła tę historię na kilka różnych perspektyw, co okazało się dość specyficznym wyborem. Niektóre refleksje były ciekawe - losy Priji i Bhumiki potrafiły zafascynować za sprawą politycznych intryg i religijnych dylematów. Niestety, perspektywa Malini była pełna schematów, a jej ścieżka okazała się pełna powtarzalnych elementów. Szkoda, gdyż oczekiwałam od tego wątku zaskakujących i nietuzinkowych rozwiązań. Tasha Suri niekoniecznie poradziła sobie z wykorzystaniem najbardziej kluczowych fragmentów tej powieści, co wpłynęło ostatecznie na całokształt utworu.

Bohaterowie okazali się specyficznie wykreowani w tym tomie. Tasha Suri potraktowała po macoszemu niektóre osobowości, które wydawały się nienaturalne i irytujące. Należy do nich Malini, co bardzo mnie zasmuciło - jej przemyślenia i jednowymiarowy charakter zachowania nie pasował do rysów psychologicznych z poprzedniego tomu. Nieco lepiej oceniłam Priję, która jednak także postępowała nielogicznie w towarzystwie Malini. Najlepsze wrażenie zrobiła na mnie Bhumika i jej towarzysze - kobieta zmagała się z nieoczekiwanym zagrożeniem, a jej pomysły wydawały się intrygujące.

Oleandrowy miecz stał się kolejną ofiarą klątwy drugiego tomu, która ujawniła słabości tej historii i jednocześnie zaprezentowała nużące, tuzinkowe przygody Malini i Priji. Tasha Suri starała się nakreślić intrygującą opowieść, lecz ostatecznie nie zdołała uniknąć schematycznych pomysłów. Szkoda, gdyż uwielbiam twórczość tej autorki. Czy jesteście gotowi zawalczyć o tron Paridźatdwipy?

Ocena: 4/10

Oleandrowy miecz otrzymałam od Wydawnictwa Fabryka Słów. Bardzo dziękuję!
-współpraca reklamowa-


Prześlij komentarz

0 Komentarze